czwartek, 25 maja 2017

Szyję sobie

Witajcie!
Akademia Szycia już się niestety skończyła ale udało mi się namówić Renię na poprowadzenie kursu szycia. Czy to nie wspaniała nowina? Ja w każdym razie bardzo się cieszę, że będę miała motywację do dalszej nauki.


W ramach pierwszej lekcji należało uszyć torbę. Uszka chciałam przyszyć tak, jak pokazała Renia ale nie wszystkie koperty mi się udały. Niektóre wyszły bardzo krzywo...



Wpadłam więc na pomysł, że zasłonię je kwiatuszkami.



Pokażę Wam też piżamkę, którą jakiś czas temu uszyłam dla córki. Tylko proszę się nie śmiać. To są moje pierwsze próby szycia ubrań z dzianiny.


 Uszyłam też poszewkę z polaru minky. Z zamkiem!


Sprawiłam sobie nawet nową rękawiczkę kuchenną:


Pozdrawiam Was gorąco!

sobota, 20 maja 2017

Wyzwanie dla dzieci 2

Witajcie!
W tym miesiącu było sporo miłych momentów. Kilka z nich pasuje do listy zadań z Wiosennego Wyzwania w Klubie Twórczych Mam.
Wybraliśmy się na np. wycieczkę do Będzina, gdzie podziwialiśmy zamek (punkt 34).



Bawiliśmy się też w berka (punkt 40)...



Spędziłyśmy trochę czasu w kuchni, gdzie upiekłyśmy ciasteczka owsiane (punkt 19).


Zrobiłyśmy też paszteciki z mięsem i kapustą kiszoną (punkt 33).


Podczas jednego ze spacerów córka zrobiła bukiet z polnych kwiatów (punkt 44) Dodałyśmy do niego jeszcze dwa szafirki sprzed domu i gałązkę, która została z przycinania tui. Mlecz oczywiście przetrwał tylko jeden dzień, zaskoczyło mnie jednak, że stokrotki wytrzymały cały tydzień.


Było też rysowanie kredą przed domem (punkt 7)...

Pozdrawiam Was wiosennie :)

poniedziałek, 15 maja 2017

Sploty tunezyjskie - kto ma ochotę na wspólną naukę?

Witajcie!

Jakiś czas temu Renia i Justyna zaproponowały w ramach Kreatywnego Szydełka naukę splotów tunezyjskich. Zajęły się jednak innym projektami i zrezygnowały z tego kursu. Za ich zgodą postanowiłyśmy razem z Beatą poprowadzić taki kurs. Mamy nadzieję, że się przyłączycie. Planujemy zacząć w czerwcu ale już dzisiaj chciałyśmy Wam dać znać, bo być może nie macie jeszcze odpowiednich szydełek :)


Co będzie potrzebne?

WŁÓCZKA

Co do włóczki nie ma jakiś specjalnych wymagań, nie polecam jedynie włóczek fantazyjnych typu trawka.

SZYDEŁKO
Sploty tunezyjskie można wykonywać
- zwykłym szydełkiem np. aluminiowym, bambusowym pod warunkiem, że nie ma dorobionej rączki (sprawdza się to tylko przy wąskich robótkach, ale można do nich doczepić/dokleić kawałek włóczki, który będzie zastępował żyłkę)
- szydełkiem tunezyjskim z dziurką na końcu albo szydełkiem z żyłką (jak najbardziej nadają się szydełka do knookingu z dokręcaną żyłka) - moim zdaniem te z żyłką są lepsze bo wygodniej przesuwa się oczka po żyłce niż po kawałku włóczki.
- długim szydełkiem tunezyjskim (można zamówić cały zestaw na aliexpress lub allegro)
- szydełkiem dwustronnym do szydełkowania na okrągło (do kupienia w e-dziewiarce - zamawiałam tam tylko jedno szydełko za 10 zł i wyobraźcie sobie, że nie musiałam nic dopłacać za przesyłkę).

Polecam Wam też książkę Ireny Koteckiej: Album splotów szydełkowych tunezyjskich (można ją tanio kupić na allegro albo znaleźć w bibliotece - w mojej jest dostępna). Z tego co wiem jest to jedyna książka w języku polskim w całości poświęcona tej technice. Ale jeśli nie macie możliwości jej nabycia to nie przejmujcie się. Będziemy bazować przede wszystkim na wzorach znalezionych w internecie.
Inną książką, która może być przydatna jest książka Heidi Fuchs i Marii Natter: Robótki Szydełkowe (jest tam wprawdzie tylko kilka stron poświęconych splotom tunezyjskim ale są dobrze opisane i zilustrowane).

Przyłączycie się do wspólnej nauki?

Pozdrawiam Was gorąco.




czwartek, 11 maja 2017

Zapomniana serwetka

Witajcie!
Przeglądając foldery ze zdjęciami natrafiłam na zdjęcia serwetki, którą szydełkowałam w zeszłym roku i właśnie sobie uświadomiłam, że jej Wam nie pokazywałam. Serwetka powstała na podstawie wzoru Cylindy Mathews, która nazwała ten wzór Sunshine Doily.
Lubię takie trójwymiarowe serwetki. Zaczęłam już nawet kolejną.





Nie pochwaliłam się jeszcze kartką, którą dostałam od Reni. Jest prześliczna! Jeszcze raz dziękuję Reniu :)


Pozdrawiam Was gorąco!


wtorek, 2 maja 2017

Kocyk - kołderka

Witajcie!
Ostatnie zadanie w Akademii Szycia polegało na uszyciu kocyka. Moja córka jest już całkiem sporą panną i stwierdziłam, że szycie maleńkiego kocyka nie bardzo ma sens. Przeszło mi wprawdzie przez głowę szycie kocyka dla kota ale szybko porzuciłam tą myśl, bo to takie niewdzięczne stworzenie, które włazi tylko tam gdzie go nie chcę. Zamiast np. siedzieć w swoim koszyku woli wylegiwać się w moim koszyczku z robótką.
Postanowiłam więc uszyć kocyk całkiem sporych rozmiarów: 160x110 cm.
Teraz żałuję, że nie szyłam jednak kocyka dla kota bo szycie takiego dużego kocyka było doświadczeniem dosyć traumatycznym.
Zaczęło się niewinnie. W wyborze materiałów pomagała mi córka. Potem sama już je przycięłam.


Złożyłam z nich taką kanapkę:


Potem zaczęły się schody. Bardzo ciężko mi się szyło. Polar w ogóle nie chciał przesuwać się na maszynie, w dodatku spodnie warstwy (polar i ocieplina) zaczęły się dziwnie naciągać. Nawet nie chcę tego wspominać. Wszystko obszyłam zygzakiem.


Na dole zostawiłam otwór przez który odwróciłam kocyk na drugą stronę. Dziurę zaszyłam ręcznie.


Na koniec obszyłam cały kocyk. Zastanawiałam się jeszcze czy go nie pikować ale w końcu zrezygnowałam z tego pomysłu. Kocyk w efekcie przypomina raczej kołderkę.



Niestety widzę w nim tyle niedoskonałości, że mam ochotę schować go do szafy. Córka jednak jest zadowolona i muszę powiedzieć, że dawno z niczego tak się nie cieszyła jak z tego kocyka. Kocyk miał pełnić funkcję kołderki na cieplejsze dni ale córka jest uparta i już teraz pod nim śpi (okrywam ją jeszcze zwykłą kołdrą).




Pozdrawiam Was gorąco!

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wyzwanie dla dzieci

Witajcie!
Dzisiaj będzie trochę nietypowo.
Jakiś czas temu w Klubie Twórczych Mam pojawiło się wyzwanie dla dzieci. Zadania wydały mi się interesujące i postanowiłam pomęczyć trochę moją córkę.

Wybraliśmy się na długi spacer po pszczyńskim parku. Podziwialiśmy kaczki i pierwsze oznaki wiosny. Te kaczki w ogóle nie bały się ludzi (to raczej ja się bałam, że ktoś mnie dziobnie).



W inny, pogodny dzień córka puszczała bańki w ogrodzie. Świetna zabawa i w dodatku nie mam plam po bańkach na podłodze :)



Posiała też rzeżuchę. Nie umiała się doczekać kiedy wyrośnie i już pierwszego dnia sprawdzała czy coś nie wykiełkowało. Chyba musimy częściej sadzić różne roślinki... Przy okazji sama zmobilizowałam się i posiałam przed domem rzodkiewki. Mam nadzieję, że rośną sobie dziarsko pod tym śniegiem...





Próbowałam też zachęcić córkę do zjedzenia rzodkiewki. Nie ukrywam, że było ciężko. Rzodkiewka została z całą bezwzględnością usunięta z kanapek, jeden plasterek na moją prośbę został zjedzony, po czym rozległ się wrzask: "NIE LUBIĘ RZODKIEWKI". Ale ja tak łatwo się nie poddaję. Zrobiłam pastę jajeczno-rzodkiewkową i okazało się, że dopóki dziecko nie wie, że w składzie są rzodkiewki to pałaszuje ze smakiem. Punkt dla mnie! :)



Zrobiłyśmy też kwiatki z papieru. Najpierw dziurkaczem wycięłyśmy kwiatki, potem moczyłyśmy kwiatki w wodzie z dodatkiem farby, a następnie suszyłyśmy i nadawały im za pomocą pędzelka odpowiedni kształt (zainspirowała nas oczywiście Anetta L.). O ile to moczenie i babranie się w farbie bardzo się córce podobało, to etap formowania płatków został już prawie całkowicie scedowany na mnie. Robienie kuleczek z papieru toaletowego okazało się niesamowitą frajdą, ale jeszcze większą było rozrzucanie ich po stole.
Dodam, że córce udało się zabrudzić prawie wszystko co miała na sobie (oprócz bielizny i... fartuszka ochronnego).

W Wielką Sobotę zagnałam córkę do jajek. Pomalowała jajko farbami, obsypała brokatem i poprzyklejała kwiatki z kolorowego papieru. Z rozpędu przykleiła nawet jedną gwiazdkę.


Pozdrawiam Was gorąco!

środa, 12 kwietnia 2017

Wielkanocne woreczki i kartki

Witajcie!
W tym roku postanowiłam pomóc trochę Zajączkowi i przygotowałam dwa woreczki na słodkości. Jeden jest dla córki, drugi dla chrześnicy męża. Nie wyszły do końca takie jak chciałam. W fioletowym uszka są trochę oklapłe (materiał nie jest zbyt sztywny, do środka dałam tylko trochę wypełnienia). W różowym uszka są sztywniejsze ponieważ oprócz wypełnienia dałam do środka sztywnik, ale chyba nie było to dobry pomysł - po zaciągnięciu wstążeczek woreczek ma tendencję do otwierania się. Podejrzewam, że winne są właśnie te sztywniejsze uszka. Najpierw podejrzewałam, że winny jest szerszy tunel ale po poprawieniu tunelu problem nadal jest. Dodam, że ten sztywnik jest krótszy niż materiał z którego uszyłam uszy (nie chciałam żeby dolna część uszu była zbyt sztywna). 
Do uszycia woreczków zmobilizował mnie ten kurs.


Zrobiłam w tym roku kilka kartek.Trzy kartki wyszyłam białą muliną. Do jednej dokleiłam kwiatek, ale mąż stwierdził, że kwiatki nie pasują więc do pozostałych kartek niczego już nie doklejałam.


Przypomniałam sobie, że kilka lat temu kupiłam taką mulinę i rzuciłam w kąt bo źle mi się nią wyszywało. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i pozostałe pięć kartek wyhaftowałam właśnie tą muliną. Tym razem trochę lepiej mi się nią wyszywało. Podzieliłam ją na 6 pasm, a nie na 12 - moja pierwsza próba haftowania tą muliną skończyła się źle bo dzieliłam ją na 12 pasm i podczas haftowania te cieniuteńkie pasma zaczynały mi się rwać.
A czy Wy macie jakieś doświadczenia z metalizowaną muliną?



Pozdrawiam Was serdecznie!