Witajcie!
Osoby, które biorą udział w naszej wspólnej nauce splotów tunezyjskich doskonale wiedzą, że tematem zadania 3 jestentrelac.
Nauczyłam się go na podstawie filmku Beak. W ten sposób powstała prosta łapka kuchenna.
Ale to mi nie wystarczyło. Zrobiłam jeszcze poncho ze wzoru z Yarnplaza. Jest to trochę nietypowy entrelac, każdy kwadrat jest przerabiany innym wzorem i niestety jest to moim zdaniem nie do końca dobry pomysł. Dlaczego? Otóż projektantka wzoru nie wyjaśniła w jaki sposób mamy sprawić, żeby wszystkie kwadraty były równe i wiem z Ravelry, że nie tylko ja miałam z tym problem. Każda część składa się z dokładnie takiej samej ilości oczek i rzędów ale różnorodność wzorów spowodowała, że kwadraty nie są jednakowej wielkości. W zasadzie trudno nawet nazywać je kwadratami. Jeden wyszedł wyraźnie szerszy, dwa wyraźnie wyższe i zarazem węższe. Największy problem miałam ze środkowym kwadratem, który okazał się być najmniejszy ze wszystkich, a sąsiadował z największym. Nie spodobała mi się falbanka, która powstała i nie obyło się bez prucia. Zrobiłam go na nowo, po swojemu. Co drugi rząd przerabiałam za pomocą oczek "rozszerzonych" (ang. extended), które poznałam podczas szydełkowania tuniki.
Spodobał mi się jednak sposób wykończenia gotowej dzianiny. Na łączeniach kwadratów jest dodatkowo przerobiony rząd oczek ścisłych, który pomaga ukryć powstałe na łączeniach dziurki.
Miesiąc temu Renia zaproponowała nam, żebyśmy poćwiczyły pikowanie. Nie wiem kiedy ten czas zleciał i tym razem szyłam na ostatnią chwilę. Zaczęło się niewinnie. Postanowiłam uszyć rękawicę kuchenną. Odrysowałam rękę dodając spory zapas. Porównałam to rękawicą, którą uszyłam już jakiś czas temu i.... dodałam jeszcze większy zapas. Wycięłam ten kształt z materiału i z ociepliny. Zabawa zaczęła się przy pikowaniu i przyznam, że niewiele brakowało, żebym zaczęła pisać rozpaczliwe maile do Reni.
A było tak: zbuntował mi się flamaster do tkanin. Wszystko co narysowałam znikało w ciągu minuty. Stwierdziłam, że może mój flamaster jest już przeterminowany i pikowałam w ten sposób, że rysowałam jedną linię, szybciutko szyłam, rysowałam drugą linię, szyłam itd. Trochę czasu mi to zajęło. Ale najgorsze było jeszcze przede mną. Postanowiłam wyprasować moje wypociny. Wtedy te wszystkie linie w magiczny sposób stały się BARDZO widoczne. Bardziej niż zaraz po narysowaniu. I nie chciały zniknąć. Po kilku godzinach nadal były widoczne i zaczynałam z przerażeniem myśleć, że trzeba będzie uszyć nową rękawiczkę. Pod wieczór wpadłam na pomysł, że może trzeba to zamoczyć. Zaczęłam nawet lekko pocierać najbardziej widoczne linie szczoteczką. Mąż się trochę zdziwił ("już pobrudziłaś tą rękawiczkę"). Po chwili ślady flamastra zaczęły znikać, a ja mogłam odetchnąć z ulgą.
Czy Wy też miałyście podobne przygody z tymi flamastrami?
Lamówkę od spodu przyszyłam ręcznie. Wolałam nie ryzykować z szyciem tego na maszynie.
Witajcie!
Właśnie zakończył się drugi etap naszej nauki splotów tunezyjskich, w którym ćwiczyłyśmy splot podstawowy i haft. Udział w tym etapie wzięło 11 osób ale powstało aż 16 prac!
Tym razem pierwsza była była Czarna dama, która stworzyła maleńką ale jakże uroczą torebeczkę i udowodniła, że splotów tunezyjskich można uczyć nawet jeśli nie posiada się specjalnego szydełka.
Witajcie!
Pewnie już widziałyście podobne lalki bo to dosyć popularny wzór ze strony Amigurumi Today.
Pierwszy raz bawiłam robiłam lalkę z tego typu włosami i przyznam, że nie było to takie trudne jak się obawiałam ale nie wiem czy mam ochotę powtórzyć to doświadczenie.
Na zakończenie kilka zdjęć z wakacji. Byliśmy w tym roku w królestwie ważek i motyli - na Mazurach. Było pięknie.
Bardziej niż same jeziora zachwyciły mnie tamtejsze łąki.
Uwielbiam robić zdjęcia motylom więc na Mazurach czułam się znakomicie.
Ten motylek (rusałka pawik) początkowo nie chciał pozować, ale potem chyba mu się spodobało bo w ogóle nie chciał odfrunąć.
Na trzecią lekcję szycia u Reni uszyłam koszyczek na pieczywo. Stwierdziłam, że tekstylne podkładki pod talerz nie są zbyt praktyczne w naszym przypadku (używamy takich które można umyć i muszę to robić co najmniej raz dziennie) i zdecydowałam, że uszyję tylko koszyczek.
Zainspirowała mnie trochę Tereska, która zauważyła, że jeśli wiązanie przyszyjemy od góry to łatwiej będzie wiązać.
Nie wystarczyło mi niestety materiału na troczki ale wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać starą koronkową taśmę. Po wielu latach w końcu znalazłam dla niej jakieś zastosowanie.
Uszyłam też kocyk do transportera. Kocyk składa się z trzech warstw: materiał, grubaśna ocieplina i polar. Pamiętam jeszcze o moich zmaganiach z kocykiem, który szyłam w ramach Akademii Szycia i tym razem byłam mądrzejsza: wszystkie warstwy najpierw sfastrygowałam. Dzięki temu nic mi się nie rozciągało.
Witajcie w kolejnym etapie naszej wspólnej zabawy.
W tym miesiącu tematem jest słynny entrelac. Jest to wzór, który przypomina przeplatankę i który składa się z elementów, jednak nic nie trzeba zszywać. Jest to splot, do którego wcale nie jest potrzebne szydełko tunezyjskie. Wystarczy najzwyklejsze szydełko ponieważ kwadraciki są niezbyt duże, a kilka oczek zmieści się nawet na szydełku z rączką.
Istnieje kilka wariantów tego splotu. Najprostszy polega na robieniu samych kwadratów. Świetnie tłumaczy to Beak:
Drugi sposób jest odrobinę trudniejszy ponieważ na brzegach występują trójkąty (tutaj też polecam Beak)
Jeżeli chcemy mieć ząbkowane brzegi możemy zacząć od kwadratów (Kiki Crochet):
A na koniec zostawiłam to cudo! Wzór jest darmowy i od 21 sierpnia będzie dostępny w kilku językach (m.in. w języku angielskim). Autorka wzoru, Marjolein Kooiman organizuje ponownie CAL czyli wspólne szydełkowanie i dlatego usunęła tymczasowo wzory.