Witajcie!
W tym roku postanowiłam pomóc trochę Zajączkowi i przygotowałam dwa woreczki na słodkości. Jeden jest dla córki, drugi dla chrześnicy męża. Nie wyszły do końca takie jak chciałam. W fioletowym uszka są trochę oklapłe (materiał nie jest zbyt sztywny, do środka dałam tylko trochę wypełnienia). W różowym uszka są sztywniejsze ponieważ oprócz wypełnienia dałam do środka sztywnik, ale chyba nie było to dobry pomysł - po zaciągnięciu wstążeczek woreczek ma tendencję do otwierania się. Podejrzewam, że winne są właśnie te sztywniejsze uszka. Najpierw podejrzewałam, że winny jest szerszy tunel ale po poprawieniu tunelu problem nadal jest. Dodam, że ten sztywnik jest krótszy niż materiał z którego uszyłam uszy (nie chciałam żeby dolna część uszu była zbyt sztywna).
Do uszycia woreczków zmobilizował mnie ten
kurs.
Zrobiłam w tym roku kilka kartek.Trzy kartki wyszyłam białą muliną. Do jednej dokleiłam kwiatek, ale mąż stwierdził, że kwiatki nie pasują więc do pozostałych kartek niczego już nie doklejałam.
Przypomniałam sobie, że kilka lat temu kupiłam taką mulinę i rzuciłam w kąt bo źle mi się nią wyszywało. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i pozostałe pięć kartek wyhaftowałam właśnie tą muliną. Tym razem trochę lepiej mi się nią wyszywało. Podzieliłam ją na 6 pasm, a nie na 12 - moja pierwsza próba haftowania tą muliną skończyła się źle bo dzieliłam ją na 12 pasm i podczas haftowania te cieniuteńkie pasma zaczynały mi się rwać.
A czy Wy macie jakieś doświadczenia z metalizowaną muliną?
Pozdrawiam Was serdecznie!